Spotkanie autorskie, recenzja

To niebywały zaszczyt, że tak maleńka miejscowość, jaką jest niewątpliwie Zbytków, doczekała się własnej monografii – pracy, w której zawarto to, wszystko, co doprowadziło nas do miejsca, w którym jesteśmy dziś.

Historia to przepiękna dyscyplina naukowa, do której należy podchodzić z jednej strony z szacunkiem, a z drugiej – z lekką dozą dystansu. Dlaczego? Bowiem historia i dawne czasy często odbierane są bardzo personalnie, subiektywnie i do tego są nam potrzebni historycy, by przesiać emocje i uczucia, a zostawić tylko to, co stanowi fakt.

Wojciecha Kiełkowskiego przedstawiać zanadto nie trzeba. To wyjątkowy człowiek, który „wymyślił sobie”, że spisze historię między innymi tej gminy, tych ludzi, wydarzeń, organizacji. Poświęcił się temu bez reszty, a wielu z nas ma jego dzieła w swoich domowych biblioteczkach. Z pewnością to żmudna praca, ale dzięki niej dostajemy coś wyjątkowego – naszą tożsamość, naszą historię.

To było ostatnie wydarzenie z Roku Jubileuszowego. To właśnie dzięki panu Wojciechowi dowiedzieliśmy się o tej pierwszej wzmiance na temat Zbytkowa, to jego prelekcja otworzyła obchody 630-lecia naszego sołectwa, więc to piękne i wzruszające, że ta klamra, łącząca wszystkie wydarzenia, zamyka się właśnie teraz.

27 stycznia 2019 roku odbyło się spotkanie autorskie, podczas którego zaprezentowano książkę „Dzieje Zbytkowa od czasów najdawniejszych do współczesności”. Spotkanie – wyjątkowe. Zbytkowska świetlica była wypełniona po brzegi.

Jestem przekonana, że tego wieczora i podczas kilku kolejnych, Zbytkowianie zatopili się w lekturze książki o ich samych.

Wydarzenie to było elementem projektu „Nie stracić szansy”. Projekt dofinansowany ze środków Programu Fundusz Inicjatyw Obywatelskich 2018”

A co o samej książce?
„Zbytków to miejscowość położona na Śląsku Cieszyńskim, dawnym Księstwie Cieszyńskim. Najstarsza wzmianka dotycząca wioski dotyczy zdarzenia z 1388 roku. Wtedy to Girschke Schramm ze Zbytkowa był świadkiem na jednym z dokumentów” – tak swoją monografię rozpoczyna autor. Ale to wiemy wszyscy.

A czy na przykład wiecie, że mieliśmy tu granicę? Wystarczy powędrować po zbytkowskim lesie, by zobaczyć pozostałości po niej. A o pewnym naczelniku, który tak nienawidził alkoholu, że go „utylizował” sukcesywnie, co objawiało się czerwonym nosem i zagryzioną wolą i rozumem.

1911 rok. I nazwiska: Krzempek, Flaczek, Schwarz, Szczypka, Francus, Staroń, Strzondala, Kojzar, Rygiel… Pisownia niektórych przez te ponad 100 lat mocno się zmieniła, ale nietrudno dojść do wniosku, że potomkowie tych osób, to nasi znajomi, sąsiedzi…

O, a czy np. wiedzieliście, że w 1771 roku można było wypasać bydło w lesie książęcym „Borki”? I mocno przywiązywano uwagę do rocznic związanych z cesarzem Franciszkiem Józefem I. A w gospodach, jak to na pograniczu, Prusoki z Cysarokami tłukli się po pyskach, aż miło. Kiełkowski pisze „Bawili się tak długo, póki byli trzeźwi”. I niby minęło tyle lat, ale jak pewne rzeczy mocno są w nas zakorzenione!

A i ruch na drodze do Pawłowic był coraz większy, a droga była coraz bardziej niebezpieczna.

I czas wojen nadszedł, a „nasi” walczyli, ginęli. O tych ofiarach nie można nigdy zapomnieć.
W PRLowskiej również działo się wiele. Z jednej strony ofensywa polityczna, a z drugiej powstawały kolejne domy, kolejne budynki. W domach prała „frania”, grał kaseciak Grundig, a i Rubin czasem był odpalany. Mieszkańców leczył Józef Kobiela, ksiądz Raszka chrzcił, zaślubiał i żegnał mieszkańców. Powstało kółko rolnicze, przedszkole, strażnica. Historia została pisana przez naszych przodków, dziadków, rodziców i nas samych.

Mamy się dobrze.

Dziękujemy, Panie Wojciechu, za zebranie naszej historii, której Pan również stał się częścią.

Dziękujemy za tę książkę, za refleksję nad tym, co się działo, za wzruszenie, za motywację do dalszych działań. 

Paulina Wawrzyczek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *